Krem z dyni

W robocie sraczka, więc mało było czasu na gotowanie i pisanie. Sytuacja wymagała kolejnego szybkiego przepisu. A ponieważ okres mamy taki a nie inny, musiało paść na krem z dyni w raczej  klasycznej, lekko azjatyckiej formie.

Nie zwlekając dłużej, nadrabiam pisarskie zaległości.

Składniki:

  • Około 1kg dyni (waga po obraniu ze skóry i wydrążeniu)
  • Bulion drobiowy
  • 1 papryczka chilli
  • pieprz cayenne
  • mleczko kokosowe (około 100ml) w puszce
  • 1,5 cm korzenia świeżego imbitu
  • 1 duża łyżka masła
  • sól, pieprz, cukier

Jeśli nie masz bulionu pod ręką, zacznij od zrobienia go (instrukcja tutaj). Dobrze by było, żeby był on już gotowy, bo dynia gotuje się chwila moment.

protipCzytałem, że ludzie generalnie nie polecają tego robić, ale ja zasadniczo mam to w d*pie. Żeby przyspieszyć sobie gotowanie, często mrożę bulion, który wyprodukowałem przy okazji jakiegoś innego gotowania (np. pieczenia pasztetu). Dzięki temu zawsze jest szybko pod ręką – wystarczy rozmrozić.

Właściwe przygotowania zupy zacznij od posiekania chilli i obranego wcześniej imbiru. Nie używaj imbiru z paczki, tylko kopnij się po świeży (dostępny jest w biedronkach i lidlach). Drogi nie jest, a różnica w smaku kolosalna. Dynię pokrój w kostkę o boku ok 1,5 cm.

protipAby wygodnie pozbyć się pestek z papryczki chilli, połóż ją na desce i zroluj, jak byś kręcił walec z plasteliny. Następnie, odkrój łodygę, chwyć za czubek i pouderzaj papryczką o nadgarstek drugiej ręki albo o deskę. Większość nasion powinna wypaść.

Rozgrzej garnek (taki, w którym zmieści się zupa) i rozpuść w nim masło. Następnie wrzuć tam chilli i imbir, posmaż chwilę aż się zarumienią. Raczej nie polecam, żebyś się nachylał nad garnkiem na tym etapie. Jeśli chilli i imbir są wysokiej jakości, dadzą Ci po płucach lepiej, niż Stołeczne bez filtra. A, i cały czas intensywnie mieszaj – chilli i imbir lubią przywierać!

Następnie dorzuć dynię. Przesmaż ją dość intensywnie, niech się skarmelizuje. Jak już elegancko się obsmaży, zalej całość odcedzonym bulionem. Tak jak w przypadku kremu z brokułów, chcesz tylko przykryć „części stałe”. Zostaw na małym ogniu – niech się gotuje.

Dynia, a przynajmniej ta, którą miałem, robi się miękka w zawrotnym tempie (porównuję do buraków/marchewki). Gdy będziesz mógł ją bezszmerowo przekroić drewnianą łopatką, zdejmij zupę z ognia i zblenduj na gładki krem.

Wstaw z powrotem na ogień i dodaj mleczko kokosowe. Rób to delikatnie, żeby się nie zwarzyło. Pogotuj trochę zupę. Teraz jest czas, aby ją doprawić. Doprawiaj solą i cukrem. Jeśli tak jak ja lubisz ogień, dorzuć trochę pieprzu cayenne. Generalnie zupa powinna być słodko-słona z nutą imbirowo-kokosową.

Jak wpomniałem we wstępie, w robocie ciężkie czasy nastały i tym razem słabo było z prezencją dania. Ale smak jest, a to chyba najważniejsze :).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s