Zupa rybna

Żeby nie było, że wszystko tak zajebiście mi wychodzi. O nie, zdecydowanie nie. To danie jest doskonałym przykładem tego, że nie zawsze wszystko wychodzi tak, jak się chce.

Ale od początku. Chwilowo miałem dosyć nieco ciężkich bądź co bądź dań mięsnych, jakie do tej pory przygotowywałem. Postanowiłem zrobić coś lekkiego i wybór padł na rybę. Po objęciu azymutu, niezwłocznie usiadłem do youtuba i wyszperałem taki o to przepis: Złocica w papilotach. Myślę sobie: zajebiście, o to mi chodziło. I do tego Gordon – nie może się nie udać. Robię! Aha, jasne. Dupa. Nie udało się. Ale w sumie i tak było smacznie :). Zapraszam do lektury.

Składniki (dla dwóch osób):

  • 2 filety dorsza, oskórowane (w oryginalnym przepisie była złocica)
  • dwie nieduże marchewki
  • białe wino reńskie (Liebfrauenmilch)
  • pęczek koperku
  • 1 por
  • 2 szalotki
  • 2 ząbki czosnku
  • gałązka tymianku
  • gałązka rozmarynu
  • oliwa z oliwek
  • sól, pieprz

Wstaw piekarnik na 180 stopni. Tak, tą zupę będziemy piekli. Bo to nie miała być zupa. Jeśli obczaiłeś link ze wstępu, już to wiesz :).

Ponieważ nie miałem pod ręką papieru do pieczenia, użyłem dwóch małych kamionkowych naczyń żaroodpornych z pokrywkami. Tak na marginesie – musisz sobie takie sprawić. Są świetne. Można zrobić w nich porcję zapiekanki dla jednej osoby. Od kiedy mamy te małe ustrojstwa w domu, skończył się problem z wyrzucaniem niedojedzonej zapiekanki z dużego naczynia żaroodpornego.

Tak czy inaczej, zaczynamy od pokrojenia jarzyn w talarki – marchewka, por, cebulka. Czosnek obierz i pokrój w cienkie plasterki. Wszystko wrzuć do miski i dobrze wymieszaj.

Czas na rybę. Ja, ponieważ nie mam zielonego pojęcia co to jest złocica i gdzie ją do cholery dostać, użyłem dorsza. W sumie świetnie się sprawdził. Rozłóż na desce obydwa filety, posól i popieprz z obydwu stron. Weź dwa konkretnej wielkości pęczki koperku, połóż je na rybie i zwiń w roladę – jak na filmie.

Do naczyć żaroodopornych wrzuć jarzyny – po garści na naczynię. Na tym połóż rybę. Oblej całość oliwą z oliwek, posól i popieprz.

Teraz powiem, co zje**łem. Po pierwsze, zamiast odrobiny wina, wlałem do tego konkretną ilość – tak ze 300 ml na porcję. Po drugie, użyłem naczyń żaroodpornych z przykrywką, a nie papieru do pieczenia, który przepuszcza parę wodną.

Całość wrzuć do pieca na 20 – 30 minut. Gotowe!

Jaki uzyskałem efekt? Na pewno nie taki, jak na filmie! Ot, kolejny dowód na to, że nie należy bezgranicznie wierzyć youtubowi. Ale koniec końców, uznaliśmy z żoną, że w sumie to i tak wyszło zajebiście :D. Zjadłszy to danie ze smakiem, byliśmy całkiem ukontentowani niespodziewaną, bądź co bądź, zupą.

Bo wyszła mi zupa. Marchewka i por puściły wodę, wino zamiast wyparować, zagotowało się i wytraciło alkohol. Ryba, która leżała powyżej poziomu cieczy ugotowała się na parze.

Ogólnie rzecz ujmując, danie jest cholernie delikatne w smaku i zdrowe do bólu (chyba najzdrowsze do tej pory na manslogblog). Jak oceniam? Warto!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s